Cieszy mnie inicjatywa przywrócenia do życia portalu TSPb.net. Dawno nie działo się nic poza forum PSI, które skupia ludzi jak żadne inne medium. Nie wyczerpuje ono jednak potencjału przekazu informacji, relacji, wrażeń i spostrzeżeń tak jak portal TSPb. Jest też Facebook, ale to bardziej przypomina „naszą klasę” skrzyżowaną z „Pudelkiem”, niż portal branżowy. Liczę, że tutaj odetniemy się do wszechogarniającego spamu, celowej i wrodzonej głupoty oraz braku obiektywizmu.
Gdy zaczynałem grać w paintball w roku 2002, nie wiedziałem za wiele o paintballu, ale kręciło mnie to kosmicznie. W weekendy graliśmy na przeróżnych imprezach plenerowych. To była świetna zabawa. Czysty, paintball, rekreacja, świeże powietrze, browarek czasem z kiełbaską. Były też gorsze strony. Przegrzane klamki, nieśmiertelni, astronomiczne ceny kulek, naloty sił porządkowych też bywały. W tygodniu godziny przed ekranem spędzone na przeglądaniu nowych kamuflaży, dodatków, elementów sprzętu. W końcu w 2004 roku, starsi stażem koledzy namówili nas na udział w turnieju na stadionie Posnanii. To był test ligi PPXL. Nie pamiętam, kto grał, kto wygrał, ale pamiętam, że miałem srebrnego, cockera, grawitacyjną spłuczkę, bojówki, ochraniacze na deskorolkę i ciężkie trepy. Maska parowała, balony się uginały pod naporem, a pole było ogrodzone siatką, którą widziałem pierwszy raz w życiu. Teraz już takich przeszkód się nie widuje, ale wtedy to chyba było typowe. Pamiętam jeszcze jedno uczucie, pomyślałem, że to jest to. Wiedziałem, że znajdę sposób by wygrać „jakąś ligę”, a potem kolejną i pojadę w świat wygrać jeszcze z kimś, jeśli tacy w ogóle istnieli. Okazało się, że istnieli, a lig i dywizji było więcej niż można objąć rozumem początkującego. Gwiazdami tamtych czasów byli oczywiście Ci, którzy odnosili sukcesy. Maddoxi, Chillout, Kamikaze i kilka innych ekip. Filmiki z TSPb do teraz wspominam z łezką w oku. Dlatego jeśli ktokolwiek ma zapędy na kręcenie materiałów dotyczących turniejowego grania i ich składanie niech robi to bez zastanowienia. Zapewniam, że są ludzie, którzy to obejrzą i będą wdzięczni za dostęp do lepszych i gorszych materiałów.

Po 6 latach od rozpoczęcia na poważnie kariery zawodnika speedballowego (luty 2005, Poznań Game Arena) z paczką kumpli w G3W, przeszedłem przez LosLobos (w maju 2005 ktoś zapytał mnie „czy chcę zostać mistrzem”, decyzja była trudna, ale zostałem mistrzem w tym samym roku, kumple lubią mnie do dziś, a drużyna dawno nie istnieje), do Rangera (po rozpadzie LL przyszli do mnie Jurek Maliński i Tomasz Germata, ówczesny mózg Rangera i zapytali czy chcę z nimi grać, moim warunkiem było postawienie na ligi europejskie, dogadaliśmy się, znów było ciężko odchodzić, skonsultowałem się z tym, który mnie wciągnął do LL, Łukaszem Koczerżukiem, powiedział „idź i nie oglądaj się, bo tu nic po Tobie”, no i poszedłem w 2007). Zdobyłem kilka tytułów Mistrza Polski, zdobywałem podia w każdej lidze, w której zagrałem, wywalczyłem z Rangerem awans do SPL, a nadal, gdy wychodzę na pole, robię to głównie dla zabawy, własnej satysfakcji i chęci triumfu. Nie rozstałem się z lekkim ściskiem w żołądku, jak na egzaminach. Do dziś Toi-Toi przy polu ratuje mi życie. Jeśli zastanawiasz się czy speedball jest dla Ciebie, pomyśl, czego od niego oczekujesz i ile jesteś w stanie poświęcić by to osiągnąć. Czasem trzeba zmienić przekonania i przenieść się z lasu na trawniki i dywany, czasem drużynę założoną z kumplami, wydać kasę na turniej, który się nie udał, przejechać autem 1,5 – 2tys km w dobę i najgorsze, pójść na trening, gdy Ci się nie chce. W 2005 roku obecny SPL był tak odległy, że nawet patrzyłem onieśmielony, dziś tam gram i chcę więcej. Trafiałem ludzi z niemal każdego kontynentu na świecie, wygrywałem z drużynami, które są na szczycie europejskiego paintballa dłużej niż ja wiem, co to speedball. Jeśli czegoś chcesz, odważ się ciężko pracować i to osiągnąć.
Moim zdaniem… wszystko kupisz, ale szacunek drugiego człowieka możesz tylko wywalczyć. Pamiętaj, że to tylko zabawa, nawet jeśli stanowi sens Twojego życia. Życzę uczucia triumfu i wzajemnego szacunku jak największej ilości zawodników, na arenach krajowych i międzynarodowych.